Tytuł nowej płyty Mai Kleszcz brzmi „Odyseja” – ale słowem tym równie dobrze można by podsumować całą jej dotychczasową karierę. Wokalistka jest w procesie nieustannych zmian i artystycznych przygód. Wygląda na to, że do Itaki, jeśli uznać za nią słodkie nieróbstwo po długiej aktywności, wciąż daleko.

Nie bać się

Ojcem urodzonej w 1985 r. wokalistki jest Włodzimierz Kleszcz, dziennikarz muzyczny, producent i popularyzator muzyki świata. Ten sam, który skojarzył Jamajczyków Twinkle Brothers z Trebunie Tutkami spod samiuśkich Tater. Maja przeszła przyspieszoną edukację muzyczną i już jako nastolatka wiedziała, co chce śpiewać i jak to robić.

Dołączyła do Kapeli ze Wsi Warszawa, z którą zwiedziła kawał świata i nagrała trzy płyty. Nad ostatnią z nich – „Infinity” (2008) – wraz z mężem Wojciechem Krzakiem przejęła kreatywną kontrolę. Album został dobrze przyjęty, ale małżeństwo postanowiło się rozstać z zespołem i założyć własną formację o nazwie IncarNations.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej