Miałem wiele zastrzeżeń do „Bohemian Rhapsody”, ale film wywołał we mnie falę ciepłych uczuć do Queen. Oraz poczucie braku. „Szkoda, że takich zespołów już nie ma” – rozmyślałem, wychodząc z kina.

Nie, Muse się nie liczy, bo nie chodziło mi o podobne dźwięki, tylko o podejście. O zespoły bezwstydnie ambitne, porywające się z motyką na słońce, totalne. Takie, które zostaną. Na szczęście kilka tygodni później ukazał się album „A Brief Inquiry into Online Relationships” grupy The 1975 z Manchesteru – i przestałem się martwić.

Trochę Coldplay, trochę Joy Division, trochę zlot sprzedawców ubezpieczeń

Lider Matthew Healy opowiada, że ten materiał jest początkiem nowego rozdziału w historii nagrywającej od 2012 r. grupy, który nazwał „Music for Cars”. Zgodnie z sugestią muzyka włączyłem więc trzeci album The 1975 w samochodzie. I okazało się, że to tak nie działa - to nie jest płyta, która sama zatroszczy się o uwagę słuchacza. Na szczęście za bardzo chciałem zrozumieć, żeby odpuścić po pierwszym przesłuchaniu, nieszczególnie satysfakcjonującym, więc kolejne podejście odbyło się w bardziej cieplarnianych warunkach. A potem jeszcze jedno, i kolejne, i dzisiaj nie mogę się od tego albumu uwolnić, choć inne nowości czekają. Trudno, niech czekają, jedna z najlepszych płyt 2018 r. musi się wyszumieć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej