„Ale ten Lynch odleciał...” – mówiło się i pisało, kiedy reżyser mnożył postacie, plątał wątki i straszył widzów w drugiej serii „Miasteczka Twin Peaks”. Albo gdy miał wszystko wyjaśnić kinowym prequelem „Ogniu krocz ze mną”, ale wszystko jeszcze bardziej zaciemnił. Mimo to nawet wtedy, w 1992 r., także ci, którzy uważali, że David Lynch zrujnował dzieło, które sam przed chwilą zbudował, powtarzali: „Ale muzyka, oczywiście, dobra”.

Po latach dużo pisze się i mówi o fenomenie samego serialu, szczególnie w kontekście jego powrotu z nowymi odcinkami w 2017 r. Przyznaje się Lynchowi rację, chwali nowatorskie pomysły, wylicza, w jakich aspektach ten ekscentryczny wizjoner zmienił telewizję. Niewiele jednak mówi się o muzyce – a szkoda, bo jego serial o prowincjonalnej społeczności zmagającej się z tajemnicą i traumą zabójstwa nastolatki miał ścieżkę dźwiękową, która nie tylko okazała się sprzedażowym hitem, ale której ślady do dziś można odnaleźć w muzyce popularnej po obu stronach Atlantyku.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej