„Ja w klubie disco mogę robić wszystko/ wyciągam damy spod opieki mamy/ I małolaty spod opieki taty” – śpiewał Franek Kimono. Żary żartami, ale Andrzej Korzyński, autor tekstu, przeczuwał, jaką kulturową i społeczną rolę odegra muzyka dyskotekowa. To nie tylko kolejny modny gatunek muzyczny, przy którym dobrze się tańczy. Dla jednych była to kolorowa i zrytmizowana wolność, symbol swobód obyczajowych, równości, akceptacji odmienności, dla innych eskapizm wcielony. Dla wielu sposób na przejście z adolescencji w dorosłość. Kiedy dzisiaj disco wraca, choćby w formie pastiszu, trudno o tym wszystkim nie myśleć.

Smutne disco?

Pablopavo jest jednym z najbardziej zapracowanych polskich wokalistów ostatniej dekady – to jego piąta płyta z Ludzikami od 2009 r., po drodze były jeszcze dwie z Praczasem, jedna solo i trzy z macierzystą formacją Vavamuffin. Kiedy się nagrywa tak często, łatwo popaść w rutynę, nawet zmieniając składy. Nic dziwnego, że Paweł i jego ekipa bronią się przed tym, uciekając w anegdotę.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej