O premierze „I Loved You At Your Darkest”, jedenastej płycie Behemotha, rozpisują się nie tylko media muzyczne. Adam Nergal Darski, lider grupy, jest przecież nie tylko utalentowanym artystą, ale też celebrytą podglądanym przez serwisy plotkarskie i skandalistą ciąganym po sądach. I krytycy muzyczni, i plotkarscy mediaworkerzy, pisząc o Behemocie, nazywają go zespołem „blackmetalowym”. Ale nie wyjaśniają już, co to właściwie znaczy.

No właśnie: co? Chodzi o ściśle określony gatunek muzyczny czy szersze zjawisko? Czego częścią jest Behemoth? Kogo reprezentuje?

Oto historia, w której wątki kryminalne przeplatają się z cyrkowymi sztuczkami, a hałas i bluźnierstwa prowadzą do najbardziej progresywnych odmian muzyki rockowej. Historia black metalu.

Diabeł w Opolu

Nie ustają spory, kiedy narodził się black metal, wiadomo natomiast ponad wszelką wątpliwość, kiedy został nazwany. W listopadzie 1982 r. ukazał się drugi album brytyjskiej grupy Venom, opatrzony takim właśnie, prostym i mocnym, tytułem. Wykonawców metalu, najbardziej agresywnego dziecięcia rocka, zawsze pociągały ciemne sprawki, by wspomnieć okultystyczne zainteresowania Led Zeppelin czy Black Sabbath, ojców założycieli gatunku.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej