Terry Riley to jeden z czterech wielkich twórców minimalizmu: nie tak mistyczny jak La Monte Young, nie tak inspirujący jak Steve Reich, a już na pewno nie tak popularny jak Philip Glass. Najbardziej jednak z całej czwórki hipisowski, eklektyczny i nieobliczalny.

To on stworzył pierwszą prawdziwie demokratyczną kompozycję i już w latach 60., wraz z ukazaniem się jej na płycie (będąc tuż po trzydziestce), przeszedł do historii muzyki. Popularność „In C”, zwłaszcza w popkulturze, niewiele jednak w jego życiu zmieniła.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej