Polski rock żyje przeszłością. Herosi gitary z końca XX w. zajmują się dziś głównie snuciem wspomnień, uświetnianiem jubileuszy i wydawaniem reedycji, a więc – mówiąc krótko i otwarcie – wyciskaniem ostatnich soków z coraz mniej licznych zastępów wiernych fanów. To celebrowanie historii odbywa się przy wtórze kombatanckiego narzekania: że internet wszystko zepsuł, że młodzi już nie czują bluesa, bo w głowach im tylko techno i rap, że trudno konkurować z zalewem muzyki z Zachodu.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej