„Mam nadzieję nie dołączyć do klubu 27” – rapował Mac Miller w jednym z utworów z albumu „GO:OD AM” z 2015 roku. Miał na myśli grono męczenników rock’n’rolla, którzy w wieku 27 lat dali się pokonać nałogom. Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison, Kurt Cobain, Amy Winehouse i wielu, wielu innych… Doborowe towarzystwo. Całe tony zmarnowanego talentu. Ale Mac Miller, zgodnie ze swoim życzeniem, nie dołączył do tej drużyny, choć los okazał się tym razem okrutnie ironiczny. Raper zmarł w wieku 26 lat, cztery miesiące przed swoimi kolejnymi urodzinami.

Mac Miller opowiada o depresji

Skoro nie Klub 27, to co? Jakie miał plany? „Spróbuję się zestarzeć i wzbogacić/ Może ożenić z jakąś suką z sąsiedztwa/ Skończę, skończę, skończę z tym gównem/ Świat ma w dupie twoją samotność” – to refren innego utworu z tej samej, skądinąd świetnej, płyty. Mamy tu kilka wątków. Aspiracji – chodzi o to, żeby przetrwać i nie klepać biedy. Miłości – a więc marzenie o stabilizacji, domu, związku, być może niewyrażone szczególnie romantycznym językiem, ale przecież da się to wyczytać między wierszami. Zerwania z dotychczasowym trybem życia – z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że „to gówno” jest zbiorczą nazwą używek, z którymi autor utworu zmagał się od lat młodzieńczych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej