Grunge – ostatni wielki zryw muzyki rockowej – postrzegamy zwykle przez pryzmat wokalistów. Najważniejszych zdążyliśmy już pożegnać: najpierw odebrał sobie życie Kurt Cobain, lider Nirvany, później narkotyki zabiły Layne’a Staleya, frontmana Alice In Chains, przed rokiem dołączył do nich Chris Cornell z grupy Soundgarden. Eddie Vedder, twarz i głos Pearl Jam, na szczęście ma się dobrze (i zdrowia życzę!), ale i tak o tamtej scenie oraz jej bohaterach mówimy zwykle w czasie przeszłym.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej