„Prosimy o niewyłączanie telefonów komórkowych i zachęcamy państwa do używania naszej aplikacji z trakcie koncertu” – taki komunikat usłyszeli melomani, którzy pewnego listopadowego dnia 2017 r. przybyli na koncert do Filharmonii Narodowej w Warszawie. Wiedzieli, że przychodzą, by wziąć udział w eksperymencie, ale i tak w sali zapanowało poruszenie. Przecież od kilkunastu lat bywalcy koncertów z muzyką klasyczną słyszą komunikat nakazujący coś dokładnie odwrotnego.

Poświata z ekranów rozprasza sąsiadów, a natarczywe dzwonki i popiskiwania SMS-ów kompletnie psują nastrój, który tworzy na estradzie artysta. Wielu muzykom puszczają w takich sytuacjach nerwy. Kanadyjski pianista Marc-Andre Hamelin przerwał kiedyś grę, gdy znany motyw Nokii splótł się z graną przez niego sonatą Beethovena. Wirtuoz kategorycznym tonem zażądał wyłączenia telefonu i wrócił do pracy, dopiero gdy sala się uspokoiła.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej