A z pewnością najbardziej snobistyczny festiwal w Niemczech. Przez wiele lat Festiwal Wagnerowski otoczony był złą sławą jako ulubione miejsce Hitlera. Później stał się mekką elit, i tak jest do dziś. Co roku na jego otwarcie przyjeżdża kanclerz Niemiec Angela Merkel. Ma stałe miejsce, w piątym rzędzie pośrodku. Nie każdy może dostąpić zaszczytu słuchania boskiego Wagnera w zbudowanej przez niego świątyni. A przynajmniej nie od razu. Bilety kosztują 30- 300 euro, ale niektórzy czekają na nie po kilka lat.

I choć festiwal rzekomo traci na znaczeniu, a poza Niemcami od dawna gra się już Wagnera na najwyższym poziomie, to jednak Bayreuth wciąż przyciąga jak magnes. Najbardziej niemiecki z niemieckich kompozytorów spędził tu prawie 20 lat, tu wybudował teatr według własnego pomysłu, założył własny festiwal, który przetrwał zawirowania historyczne, tu jest pochowany.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej