I oczywiście nie mogło się w tych moich wspominkach obejść bez evergreenów, takich jak „Boskie Buenos”, „Szał niebieskich ciał”, „Paranoja jest goła”, „Kocham cię, kochanie moje”, „To tylko tango” czy „Krakowski spleen”. Z tych pamiętałem oczywiście każdą nutę, bo też nie musiałem wydobywać tych nut z zakamarków pamięci - są to przecież nagrania stale odtwarzane w radiu, jedne trochę częściej, drugie trochę rzadziej, ale wszystkie regularnie.

Poczułem jednak, że ten czas bezpośrednio po odejściu artystki to czas, w którym trzeba sięgnąć do jeszcze innych jej piosenek, tych trochę rzadziej przypominanych, i w ogóle spróbować odświeżyć sobie w pamięci cały jej ogromny dorobek. Z tą myślą przez wiele godzin odsłuchiwałem w domu nagrania Kory. Niektórych w ogóle nie znałem, niektórych kiedyś nie doceniałem, natrafiłem też i na takie, które, tak jak to teraz widzę, przed laty przeceniałem. Słuchałem tego wszystkiego dla samej radości słuchania, choć przy okazji tej radości nie obeszło się w wielu przypadkach bez kilku łez wzruszenia.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej