Muniek Staszczyk (T.Love)

- Był dla mnie najważniejszą postacią polskiego rock'n'rolla. Utwory, które Robert napisał wspólnie z Tomkiem Lipińskim jako Brygada Kryzys, jak „Centrala” i „To, co czujesz, to, co wiesz”, albo „Telewizja” Kryzysu, przeszły do kanonu polskiej piosenki rockowej. Wywarł wpływ na wiele generacji muzyków, i nie chodzi tylko o punka i reggae.

Robert był wkomponowany w moje dojrzałe życie od początku. Koncert Kryzysu w Sopocie w lipcu 1980 r. był dla mnie iskrą, żeby założyć zespół. Byłem pod wpływem punka brytyjskiego, ale nie wiedziałem, że w Polsce są takie zespoły. Tzw. muzyka młodej generacji, reprezentowana już wtedy przez starych facetów, nie była dla mnie wiarygodna. A tu wychodzą na scenę goście niewiele starsi ode mnie, z takim image'em, jakby byli z Londynu. Grać za bardzo nie potrafią, ale to nie było istotne, bo śpiewają rzeczy, które do mnie docierają. My też nie potrafiliśmy grać ani śpiewać, jak założyliśmy T.Love. Kryzys rzucił taką iskierkę jak Sex Pistols w Anglii, że powstała cała fala zespołów.

Gdy w 1981 r. Kryzys przyjechał na koncert do Częstochowy, miałem już kapelę i się z Robertem poznaliśmy. Oczywiście byłem w pozycji fana. Supportowaliśmy Kryzys w 1981 r. w Częstochowie na trzech koncertach. Kiedy przeniosłem się do Warszawy, moje relacje z Robertem się zacieśniły. W braterski sposób go kochałem i zawsze podziwiałem. Wielokrotnie z nami występował, ostatnie koncerty zagrał z T.Love w listopadzie zeszłego roku. Po raz ostatni wystąpił z nami w Warszawie, zagraliśmy razem „Karuzelę” T. Love i „Ambicję” Kryzysu.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej