Zauważyliście, że ze wszystkich możliwych zwierząt to właśnie mucha jest bohaterką jednego z największych przebojów ostatniego ćwierćwiecza? „Gdyby chociaż mucha zjawiła się/ Mogłabym ją zabić, a później to opisać...” – śpiewa Katarzyna Nosowska w „Teksańskim”. Mucha jest zwierzęciem tak niewiele znaczącym, tak pozbawionym cech i możliwości interakcji, że skądinąd łagodnie usposobiona pieśniarka uważa, że musiałaby ją ukatrupić, żeby rzecz warta była piosenki.

Dlaczego więc wybrała owada? Tygrys pewnie byłby bardziej inspirujący albo chociaż jesiotr, ale w środku dużego miasta, w tej części Europy, rzadko się pojawiają. Autorka tekstu zadowoliła się więc muchą, a nawet czekaniem na muchę. Można powiedzieć, że ów muszy potencjał uratował jej piosenkę.

Musca Domestica Mix

Przypomniałem sobie o tym, kiedy inna mucha raczyła inną piosenkę spieprzyć – a już na pewno próbowała. Otóż kilka dni temu kolega Marcin, lider Beneficjentów Splendoru i członek koncertowego składu Pustek, nadał za pośrednictwem Facebooka sygnał „S.O.S.” następującej treści: „Ten moment, gdy mucha chodzi ci po touchscreenie i tym łażeniem zawiesza ci komputer w momencie, gdy zgrywasz miksy i k***a koniec świata. (…) Człapie PO CAŁYM EKRANIE i przełącza mi wszystko, siejąc totalne zniszczenie. TO SIĘ NIE DZIEJE NAPRAWDĘ”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej