– Słuchasz tych szarpidrutów?
– Noo… słucham.
– Fajnie, że masz jakieś hobby. Trzy akordy, darcie mordy, hłe, hłe…
– Tak, wuju.
– Jak dorośniesz, to zaczniesz słuchać prawdziwej muzyki. Na przykład Klenczona. Albo Jacka Kaczmarskiego. Znasz „Wyrwij murom zęby krat”?
– Tak, wuju.
– No, może jeszcze będą z ciebie ludzie.

Wuj miewał różne oblicza – czasem był ciocią, innym razem starszym kolegą, nauczycielem, wychowawcą na kolonii… – ale zawsze wiedział lepiej. Nie znał mojej muzyki, nie chciał poznać, ale miał na jej temat opinię i uważał, że musi mi ją przedstawić. Przy okazji przedstawiał swój jedynie słuszny obraz całości muzyki popularnej, zawierający raz a dobrze ustaloną i zabetonowaną hierarchię. Wuj wiedział, co jest najlepsze na świecie, był przekonany, że to się nigdy nie zmieni, i tylko trochę martwiło go, że jeszcze nie wszyscy mają tego świadomość.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej