„Jestem głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia” – to błyskotliwa linijka z „Wosku”, utworu sprzed dwóch lat, i najlepsze chyba wyjaśnienie fenomenu Filipa Szcześniaka znanego jako Taco Hemingway. „Mimo to relacjonuję wszystko, wszystkie posiedzenia/ każde wyjście, kino, szybkie piwo, jeszcze szybszą miłość”.

Milcząca gwiazda

Spodobał się, bo był głosem żyjącej z dnia na dzień generacji, która błąkając się po mieście, przepuszczała pieniądze zarobione na śmieciówce. Zbyt duże, by siedzieć w domu, zbyt małe, żeby cokolwiek zmienić w swoim życiu. Był wiarygodny, marząc o „sześciu zerach”, które zdobył tak szybko, że wciąż trudno mu uwierzyć.

CZYTAJ TAKŻE: Taco Hemingway, objawienie roku 2015. Z czego składa się sukces rapera?

Jemu z kolei nie można by było wierzyć, gdyby wciąż udawał wieszcza wielkomiejskiego prekariatu. Zajmuje się więc głównie sobą („Kiedyś zdjęli mnie z Soundclouda, dziś mam zdjęcie w »Vogue’u«”), ale młodych egocentryków jest w Polsce więcej niż bywalców modnych lokali na warszawskim placu Zbawiciela, więc choć wszystko się zmieniło, raper wciąż jest na fali wznoszącej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej