Rozmowa z Andrzejem Stasiukiem, pisarzem, i Grzegorzem Stechem, menedżerem zespołu Haydamaky

Paweł Smoleński: Zgodziłeś się, Andrzeju, z zazdrości, prawda? Nikt nie ma w polszczyźnie takiej frazy jak Adam Mickiewicz, więc zaśpiewać go to prawdziwy zaszczyt. „Wąż śliską piersią dotyka się zioła”, „Tam błyszczy Dniestr, to wzeszła lampa Akermanu” – to ze „Stepów akermańskich”, genialne. Albo „Reduta Ordona”: „Car dziwi się - ze strachu drżą Petersburczany/ Car gniewa się - ze strachu mrą jego dworzany/ Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara/ Jest Car. - Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara/ Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata/ Wierny, czynny i sprawny - jak knut w ręku kata”. Tak pisać nikt nie umiał i nie umie.

Andrzej Stasiuk: Lubię muzykę Haydamaków, więc kiedy zaproponowali mi wspólne nagranie płyty, na dodatek niejako razem z Mickiewiczem, zgodziłem się od razu. Ale oczywiście można powiedzieć, że stała za tym zwyczajna pisarska zazdrość. Bo u Mickiewicza jest wszystko: słowo, rytm, energia. Mów, co chcesz, ale na dzisiejsze pieniądze wieszczu był prawdziwkiem, takim raperem z osiedla. Jak coś ułożył, daj Boże zdrowie. Przed nagraniem płyty nie czytałem go przez wiele lat. A wcześniej czytałem jak większość, pod szkolnym przymusem. Przeczytałem te kartki dzisiaj i wsiąkłem.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej