*Maciej Hen – ur. w 1955 r., pisarz, autor m.in. znakomitej powieści historycznej „Solfatara”, syn Józefa Hena

Kiedy chcę zachęcić do słuchania Beatlesów kogoś, kto ich właściwie nie zna, polecam tę właśnie płytę. „Magical Mystery Tour” – ten kipiący bukiet zmiennych nastrojów i konwencji, ale też popis inwencji czysto muzycznej, oszałamiający bogactwem i odwagą rozwiązań harmonicznych, melodycznych, rytmicznych i brzmieniowych – ma jeszcze tę zaletę, że zawarte w nim nagrania stosunkowo mało były w ostatnich dekadach eksploatowane, a te, które, jak „All You Need Is Love”, rzeczywiście zostały już doszczętnie przeżute przez machinę komercyjnej kultury masowej, w swoim naturalnym otoczeniu odzyskują autentyzm, energię i świeżość.

No, z tym naturalnym otoczeniem sprawa jest o tyle dyskusyjna, że autorska wersja zestawu, która ukazała się przed pół wiekiem w Wielkiej Brytanii, nie była albumem, tylko podwójną tzw. epką – czyli składała się z dwóch płytek formatu singlowego, na których zmieściło się łącznie sześć utworów. Ale za oceanem wytwórnia Capitol wypuściła dwa tygodnie wcześniej wersję albumową, w której na stronie A znalazło się wspomnianych sześć utworów – chociaż w zupełnie innej kolejności! – natomiast stronę B wypełniło pięć nagrań znanych już wcześniej z singli. I o ile zwykle za kanoniczne uważa się wydawnictwa brytyjskie, to w przypadku „Magical Mystery Tour” właśnie wersja amerykańska bardziej trafiła w gusta odbiorców na całym świecie – bo jednak co album, to album.

Magiczna wycieczka nie wiadomo dokąd

W jakimś sensie płyta była produktem ubocznym telewizyjnego filmu pod tym samym tytułem – luźnego zbioru gagów i absurdalnych skeczów osnutego wokół motywu tytułowej „magicznej wycieczki nie wiadomo dokąd”, wyreżyserowanego zbiorowo przez wszystkich czterech Beatlesów z niewielką pomocą reżysera starszego pokolenia Bernarda Knowlesa. Całe szczęście, że premiera płytowa o parę tygodni poprzedziła emisję filmu, na którym krytyka po obu stronach oceanu nie zostawiła suchej nitki. Jednak ci, którzy widzieli jego cyfrową rekonstrukcję, opublikowaną w 2012 roku, twierdzą, że film ma swój urok i oryginalny klimat, zbliżony do poetyki Monty Pythona.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej