Trwa plebiscyt Ludzie Roku 2017 Czytelników Wyborczej. Marcin Masecki i Jan Młynarski są w nim nominowani. Głosujcie na Wyborcza.pl/plebiscyt

Marcin Masecki – rocznik 1982. Jedna z najoryginalniejszych postaci polskiej sceny muzycznej. Pianista o gruntownym jazzowym wykształceniu związany z warszawską sceną eksperymentalną, wykonujący także muzykę klasyczną, często w autorskich, niekanonicznych wersjach. Muzyk m.in. grup Paristetris i Profesjonalizm.

Jan Młynarski – rocznik 1979. Wzięty perkusista, współtwórca nieistniejącej już grupy 15 Minut Projekt wykonującej „elektronikę na żywo”, lider Warszawskiego Combo Tanecznego (w którym jest wokalistą i gitarzystą) i grupy Młynarski Plays Młynarski (repertuar jego ojca Wojciecha)

Anna S. Dębowska: Marcin, podobno wyemigrowałeś. Mieszkasz w Berlinie, a do Warszawy przyjeżdżasz raz na tydzień. Dlaczego wyjechałeś?

Marcin Masecki: Candelaria, moja żona [liderka zespołu Pictorial Candi i wokalistka grupy Paristetris współtworzonej m.in. przez Maseckiego i Macia Morettiego, performerka], nie odnajdywała się w Polsce. Próbowała przez 13 lat, ale się nie udało. Zacząłem mieć cierpiącą żonę, a to niedobrze.

Co jej się nie podobało?

M.M.: Ona jest Argentynką, ma barwną, ciepłą, fellinowską osobowość. To tutaj nie odpalało, jesteśmy zbyt szarzy. Chciała do Los Angeles, ale ja naciskałem, że to musi być blisko Warszawy. To jest moje miasto, tu mam publiczność, tu zarabiam. Padło na Berlin i to był celny strzał. Bo w Berlinie jest mnóstwo dziwaków i oryginałów, skala barw dużo większa niż u nas. Candelaria kwitnie, znajduje partnerów artystycznych do swoich pomysłów. Jej nisza – piosenki nawiązujące do popu z lat 80. – jest tu dość rozbudowana, działa tu znany kanadyjski piosenkarz Sean Nicholas Savage i jest na to publiczność.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej