Jurij Andruchowycz młodnieje. Długo ciągnęło go do muzyki (ze sceną oswoił się już w latach 80., gdy działał w grupie poetyckiej Bu-Ba-Bu), ale dopiero współpraca z wrocławskim zespołem Karbido otworzyła w nim to, co najlepsze. Grają razem już 12 lat, recytację ukraińskiego poety poznasz w trzy sekundy, a szorstki i rozmarzony styl Karbido w pięć. A jednak każda ich wspólna płyta (a było ich pięć) jest inna: w centrum może być muzyka rockowa, jazzowa, elektroniczna, filmowa.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej