Na tę płytę muzyczny świat czekał naprawdę długo. „Preludia” Claude’a Debussy’ego Krystian Zimerman nagrał 26 lat temu, dwupłytowe wydawnictwo ukazało się trzy lata później. W tym, że świat czekał, nie ma przesady, bo każdy koncert i każde nowe nagranie Zimermana ma cechy wielkiej kreacji i geniuszu. Jeśli w dodatku tak wybitny artysta nagrywa dwie ostatnie sonaty Franciszka Schuberta, w których jest wszystko, co można powiedzieć o życiu i śmierci, to rzecz zakrawa na sensację.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej