W filmie dokumentalnym o Maanamie z 1983 r. „Czuję się świetnie” pada stwierdzenie, że „polskim Mickiem Jaggerem jest Kora”. Takie porównania można tylko mnożyć. Kora jest przecież trochę jak Patti Smith. I jak Blondie, bo lata mijają, mody wietrzeją, a kiedy leci „Boskie Buenos”, trudno nie ruszyć nogą.

A może, zamiast porównywać ją do innych, lepiej po prostu włączyć sobie Maanam i zastanowić się jeszcze raz nad niepowtarzalną osobnością artystyczną Kory? Albo sięgnąć po zbiór jej tekstów „Stoję, czuję się świetnie”, który właśnie ukazał się nakładem Biura Literackiego. Na początku trudno będzie odłączyć słowa od melodii. „Cykady na Cykladach”, „Szare miraże”, „Wolno, wolno płyną łodzie” – lista przebojów się ciągnie. Ale warto powracać do tej lektury. Bo, jak pisze poetka Marta Podgórnik: „Mamy do czynienia z wierszami. Tylko i aż”.

KORA: Wróciliśmy właśnie znad jeziora, gdzie nie ma telewizora ani radia.

PAULINA DOMAGALSKA: Telefon jest czy odcięcie kompletne?

– Nie, no z telefonu korzystamy, dzisiaj się już nie da bez. Ale to skomplikowana sprawa. Na Roztoczu telefon komórkowy nie łapie zasięgu, więc musimy włączyć przekierowanie z komórki na telefon radiowy. Tutaj, w Warszawie, łatwo się przyzwyczaić do wygody i myślenia, że wszystko musi być pod ręką.

Roztocze jest doskonałe, fantastyczna, dzika przyroda wokół, po prostu 10 w skali Apgar. Jak to się mówi – bez picu i farmazonu. Chociaż to też wysiłek, ponieważ mamy tam sporą farmę. Ale z drugiej strony – nie widzieliśmy naszych zwierząt miesiąc i tęsknię już okropnie.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej