W filmie dokumentalnym o Maanamie z 1983 r. „Czuję się świetnie” pada stwierdzenie, że „polskim Mickiem Jaggerem jest Kora”. Takie porównania można tylko mnożyć. Kora jest przecież trochę jak Patti Smith. I jak Blondie, bo lata mijają, mody wietrzeją, a kiedy leci „Boskie Buenos”, trudno nie ruszyć nogą.

A może, zamiast porównywać ją do innych, lepiej po prostu włączyć sobie Maanam i zastanowić się jeszcze raz nad niepowtarzalną osobnością artystyczną Kory? Albo sięgnąć po zbiór jej tekstów „Stoję, czuję się świetnie”, który właśnie ukazał się nakładem Biura Literackiego. Na początku trudno będzie odłączyć słowa od melodii. „Cykady na Cykladach”, „Szare miraże”, „Wolno, wolno płyną łodzie” – lista przebojów się ciągnie. Ale warto powracać do tej lektury. Bo, jak pisze poetka Marta Podgórnik: „Mamy do czynienia z wierszami. Tylko i aż”.

KORA: Wróciliśmy właśnie znad jeziora, gdzie nie ma telewizora ani radia.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej