Była już gangsterską wersją Nancy Sinatry. Zmysłową starletką genialnie ogrywającą popkulturowe archetypy. Diwą hipsterskiej alternatywy i dreampopową uwodzicielką. Ale też najbardziej kontrowersyjną debiutantką dekady i wymyślonym w zaciszu gabinetu produktem przemysłu muzycznego. Na nowym albumie Lana Del Rey przyjmuje kolejną pozę, która wprawi w zakłopotanie zarówno jej fanów, jak i krytyków. Czy „Lust For Life” pozwala choć trochę zbliżyć się do prawdy o 32-letniej piosenkarce?

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej