Pod Helsińskim Muzeum Sztuki (Helsinki Art Museum – HAM) zaparkował złoty autobus. To od kilku lat stały element wielu projektów Pawła Althamera. Kieruje nim jego brat Marcin. W Helsinkach zabiera publiczność na wycieczki w nieznane. W tym czasie wewnątrz muzeum, na najwyższych piętrach budynku mieszczącego kiedyś kryte korty tenisowe, otwarto właśnie dużą retrospektywę Althamera, pierwszy tak szeroki przegląd jego twórczości od wystawy „The Neighbours” w nowojorskim New Museum w 2004 r. To zarazem wystawa, jakiej jeszcze długo – z racji na koszty wypożyczenia i ubezpieczenia dzieł – nie zobaczymy w Polsce.

Wystawa „I (am)” dzieli się na wyraźne dwie części. W ciemnej przestronnej sali zgromadzono prace Althamera z różnych okresów jego twórczości. Rzeźby wydobyte są z półmroku punktowym światłem.

Do drugiej sali prowadzą osobne schody.

Aby wejść do nowej instalacji Althamera, trzeba się specjalnie przygotować – zdeponować telefon komórkowy oraz nałożyć biały kombinezon, który zakrywa całe ciało, tak że widoczne pozostają jedynie twarze i dłonie widzów. Nieco anonimowi wchodzimy po schodach do ogromnej białej przestrzeni. Podłoga pokryta jest miękkim białym materiałem, w niektórych miejscach wystają duże, okrągłe lampy. Z sufitu zwisa rodzaj namiotu. Ma to nieco futurystyczny klimat, ale panuje tu raczej kontemplacyjna atmosfera. Widzowie przechadzają się niespiesznie i relaksują się na białych materacach.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej