„Kultura myślenia o przestrzeni publicznej i urbanistyce jest tą wartością, z której powinniśmy dzisiaj czerpać” - tak pisze we wstępie do publikacji towarzyszącej wystawie „Architektura niepodległości w Europie Środkowej” Agata Wąsowska-Pawlik, dyrektor Międzynarodowego Centrum Kultury.
Trudno się nie zgodzić. Jakość przestrzeni publicznej i urbanistyki jest wyrazem osiągnięć naszej cywilizacji lub ich braku.

„Architektura niepodległości” – Czy ona w ogóle zaistniała?
Szukając wzniosłej architektury niepodległości, łatwo się zgubić w gąszczu nowych stylów: secesja, Młoda Polska, modernizm, funkcjonalizm, styl międzynarodowy czy nawet romantyczny „swedish grace”. Rozwój estetyki na początku XX wieku zbiegł się przypadkowo w czasie z uzyskaniem przez niektóre narody państwowości po I wojnie światowej. Trudno przecież szukać przyczyny rozwoju techniki budowlanej czy kubizmu w końcu wojny! A opisane w publikacji ambicje socjalne: mieszkalnictwo, miasto ogród czy nawet funkcjonalne kuchnie dla klasy robotniczej, czy były spowodowane uzyskiwaną niepodległością? Też nie.
Rozwój estetyki czy świadomości społecznej był co najmniej równie, jeśli nie bardziej, dynamiczny w „starych” państwach co w nowych. Natomiast uzyskaniem niepodległości były na pewno spowodowane próby stworzenia nowej narodowej przestrzeni np. w Kownie czy w Kijowie. Estetyka tych dążeń szukała inspiracji, gdzie się dało. Ich źródłem stawało się wszystko, co monumentalne i ekspresyjne: osie, kolumnady, mury i wieże. Cała gama porządków architektonicznych, chętnie z ludowymi detalami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej