Rozmowa z Wojtkiem Pustołą, rzeźbiarzem

MAGDALENA DUBROWSKA: Rzeźbisz w marmurze. To raczej nie jest zbyt popularny współcześnie materiał.

WOJTEK PUSTOŁA: Nie znam w Polsce nikogo, kto by się tym zajmował. Sam od wielu lat jeżdżę do Carrary we Włoszech. To jest mekka dla rzeźbiarzy z całego świata, bo właśnie tam i tylko tam w niedużej niecce z nieznanych powodów występuje ten cenny kamień. Ale na początku wydawało mi się, że marmur to jednak trochę przypał, nie bardzo chciałem się nim zajmować.

Dlaczego przypał?

– Jak się tam pojedzie, to łatwiej to zrozumieć. W Carrarze wszystko się kręci wokół marmuru, po trzech tygodniach masz dość. Ale kiedy w końcu dotknąłem tego kamienia, wsiąkłem. Szlachetność i wyjątkowość marmuru polega na tym, że ma taki rodzaj kryształów, które nadają mu strukturę na tyle sztywną, że się nie łamie, a jednocześnie łatwo się w nim pracuje, diamentowe narzędzia wchodzą jak w masło. Czuć, że to jest coś żywego. Trochę jakby rzeźbić w dobrym drewnie. Tak mi się spodobało, że robię to od siedmiu lat. Moja metoda jest dosyć zgrubna: tnę szlifierką kątową duże bloki, z których zostają delikatne, roślinne formy. Chłopcy z Carrary, którzy używają dłutek, są trochę w szoku, że można tak dużo materiału zmarnować.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej