Wystawę Piotra Uklańskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie otwiera fotografia typowego krajobrazu polskich nizin. Zaorane pole ujmuje płaski horyzont, na którym majaczy las i kilka zabudowań. Na tym tle płonie samotne drzewo. Płomienie obejmują pień i gałęzie, a w niebo unosi się dym jak z jesiennego ogniska. Fotografia wydaje się fotosem z filmu o wojnie, symbolem ziemi zroszonej krwią. Jeśli to właśnie zdjęcie otwiera cały cykl „Polska”, to znak, że obraz Polski nie będzie gładki.

Dalej jednak Uklański sięga po szeroki repertuar pocztówkowych polskich motywów. Te fotografie – a jest ich ponad pięćdziesiąt – mogłyby stworzyć zgrabny album fotograficzny, jaki można znaleźć w sklepie z pamiątkami dla turystów: Polska od gór do morza. Uklański nie boi się bowiem tematów banalnych. Są tu Łazienki, Wawel, pomniki polskiego oręża i pomnik przyrody. Oprawione w drewniane ramki i passe-partout tworzą fryz na jednej długiej ścianie. „Polskę” czyta się od lewej do prawej.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej