Gdy w niedzielę Marcin Wicha odbierał Nagrodę Literacką „Nike”, zażartował, że cieszy się, że statuetki nie zrobił Banksy. Dwa dni wcześniej praca Banksy’ego dokonała samozniszczenia na aukcji w Londynie. Informacja o tym niecodziennym wydarzeniu lotem błyskawicy obiegła cały świat.

Tuż po ostatnim uderzeniu młotka na aukcji w Sotheby’s, gdy cena zatrzymała się na 1,04 mln funtów (1,4 mln dol.), ku zaskoczeniu pracowników domu aukcyjnego i licytujących obraz „Dziewczynka z balonem” zaczął wysuwać się z ramy pocięty w równe paseczki. Przechodził bowiem przez niszczarkę wmontowaną w grubej ramie. Wciąż nie wiadomo, kto i w jaki sposób ją uruchomił.

W brytyjskiej i amerykańskiej prasie pojawiły się informacje o mężczyźnie wyprowadzanym przez ochronę, który miał zdalnie włączyć mechanizm. Spekulowano, czy mógł to być sam Banksy.

Następnego dnia artysta opublikował w internecie filmik. Wynika z niego, że niszczarka została zamontowana w ramie już kilka lat temu − właśnie na wypadek, gdyby praca miała w przyszłości trafić na aukcję.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej