Maurycy Gomulicki – rocznik 1969. Artysta wizualny zajmujący się m.in. fotografią, grafiką, animacją. Ukończył Wydział Grafiki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W swoich pracach zajmuje się głównie kulturą popularną, brał na warsztat takie tematy, jak erotyczność sklepowych manekinów („Typologie sentymentalne”) czy fantazyjne nagrobki i formy oddawania czci zmarłym („Funebre”). Mieszka w Warszawie i w Meksyku.

Jego najnowsza wystawa „Dziary” została otwarta w warszawskiej Zachęcie 20 sierpnia (kuratorka: Agnieszka Szewczyk). Potrwa do 28 października.

ROZMOWA Z MAURYCYM GOMULICKIM

Maciej Grzenkowicz: W Zachęcie pokazuje pan głównie tatuaże więzienne, ale podkreśla pan, że to nie jest wystawa o kryminalistach. To o kim albo o czym jest?

Maurycy Gomulicki: O potrzebie tworzenia obrazów i ich mocy. Przez 11 lat rejestrowałem rysunki powstające w izolacji, w oderwaniu od mainstreamowych mód i tendencji. Dotyczą one kwestii najbardziej witalnych. Komunikują to, co najważniejsze: miłość i złość, antagonizm, pożądanie, tęsknotę i nadzieję. Definiują brutalną męską tożsamość, bunt i zachwyt, które manifestują się ponad obowiązującymi normami. Te rysunki – ofensywne, nieporadne, czasami wręcz brzydkie, są do granic bólu autentyczne. Recydywiści stanowią 90 proc. przypadków w moim archiwum, co mnie do pewnego stopnia zaskoczyło, choć dziś wydaje mi się oczywiste – to właśnie oni mieli najwięcej czasu do zabicia i najwięcej powodów, aby skonsolidować w znaku targające nimi emocje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej