„Święte nic” w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej to wystawa o duchowej przemianie i artystycznym spotkaniu. Spotyka się tu dwoje artystów: Jakub Julian Ziółkowski i Koreanka Hyon Gyon. On, znany do tej pory wyłącznie jako malarz, ukazuje nowe oblicze swojej twórczości, ona po raz pierwszy ma okazję zaprezentować się polskiej publiczności.

Najpierw Ziółkowski zakochał się w jej sztuce. Aby na własne oczy zobaczyć jej ogromną malarską instalację, poleciał do Kioto. Gdy poznali się osobiście, zakochali się w sobie. Dziś są już małżeństwem, mieszkają w Krakowie, dzielą pracownię i zdarza się, że razem tworzą. „Hyon jest największą artystką, jaką w życiu poznałem”, mówi Ziółkowski. Wspólne życie i praca owocują spontanicznymi artystycznymi kolaboracjami. Wystawa w CSW jest pierwszą manifestacją ich artystycznej relacji.

Na dzień dobry wpadamy w gąszcz wielobarwnych sztandarów i wysokich rzeźbiarskich konstrukcji z tkanin i papieru. Od razu rozpoznamy w nich azjatyckie motywy. Większość materiałów Ziółkowski i Gyon przywieźli z Wietnamu, ale darmo szukać konkretnych kulturowych odniesień, tym bardziej że artyści nic sobie z nich nie robią. Ich prace emanują raczej rodzajem duchowości, czasem nawet religijną aurą, ale zawsze z lekkim przymrużeniem oka. Jak w tytułowym „Świętym nic”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej