Gdy w 2008 r. Czesi po raz pierwszy objęli prezydencję Unii Europejskiej, przywieźli do Brukseli pracę Davida Cernego „Entropa”. Przypominała powiększony do ogromnych rozmiarów zestaw do składania modeli. Zamiast fragmentów plastikowych samolotów czy okrętów znalazły się tu jednak kontury państw, z których można by złożyć mapę Unii. Każdemu z nich Cerný przypisał jakąś humorystyczną scenkę, grając na stereotypach o danym kraju.

Dania była więc zbudowana z klocków Lego, Francja jak zwykle strajkowała, a eurosceptyczna Wielka Brytania już wtedy była brakującym, zgubionym elementem, czym Cerný antycypował Brexit. Swym czeskim humorem artysta potrafił uderzyć w czułe punkty, kompleksy. Na mapie Niemiec ich słynne autostrady układały się w swastykę, Polska była zaś kartofliskiem, na którym księża w czarnych sutannach wznosili tęczową flagę, jak na słynnym zdjęciu przedstawiającym żołnierzy wbijających amerykańską flagę na wyspie Iwo Jima.

Niewygodne narodowo-ojczyźniane klimaty

Mniejsza wersja pracy Cernego znalazła się właśnie na wystawie „Ojczyzna w sztuce” w krakowskim MOCAK-u. Wystawa ma ambicję przedefiniowania słowa „ojczyzna”. Zakłada, że jej tradycyjne rozumienie we współczesnym świecie się zdezaktualizowało. Według kuratorek militarne „szablą odbierzemy” z polskiego hymnu mają zastąpić tożsamość kulturowa i „globalny model ojczyzny”.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej