Chociaż od katastrofy smoleńskiej minęło osiem lat, nie doczekaliśmy poważnej debaty o jej upamiętnieniu. Żałobę szybko zastąpił polityczny konflikt. Zabrakło przestrzeni na rozmowę o emocjach i pamięci, a tym bardziej – o sztuce.

Zawłaszczona przez jedną opcję polityczną katastrofa, a także planowany warszawski pomnik stały się kością niezgody, kartą przetargową w politycznym sporze. W takich warunkach trudno o pomnik, który miałby szansę stać się społecznie żywotny.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej