Chociaż od katastrofy smoleńskiej minęło osiem lat, nie doczekaliśmy poważnej debaty o jej upamiętnieniu. Żałobę szybko zastąpił polityczny konflikt. Zabrakło przestrzeni na rozmowę o emocjach i pamięci, a tym bardziej – o sztuce.

Zawłaszczona przez jedną opcję polityczną katastrofa, a także planowany warszawski pomnik stały się kością niezgody, kartą przetargową w politycznym sporze. W takich warunkach trudno o pomnik, który miałby szansę stać się społecznie żywotny. Jerzemu Kalinie, projektantowi odsłanianego 10 kwietnia monumentu, się to nie udało.

Krzyż polski

A przecież niektóre realizacje Kaliny wpisały się na stałe nie tylko w historię sztuki, ale też w historię Polski. Artysta odegrał szczególną rolę w latach 80. To on odpowiadał za oprawę pogrzebu ks. Jerzego Popiełuszki w listopadzie 1984 r. przed kościołem św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Trumna z ciałem kapłana spoczywała na katafalku osłoniętym biało-czerwoną flagą, która dalej unosiła się na fasadę kościoła i rozrywała na dwie części jak litera V, znak zwycięstwa i „Solidarności”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej