Ta wystawa to kpina z muzeów historii naturalnej, w których wciąż króluje sztuka taksydermii – wypchane zwierzęta, często zatrzymane w efektownych pozach, pokazuje się tam w ich „naturalnym środowisku”, czyli sztucznych dioramach. Podczas takiego muzealnego safari można podejść do nich całkiem blisko i spojrzeć prosto w ich szklane oczy.

Na wystawie Jimmiego Durhama w Muzeum Sztuki w Łodzi jest biało, aseptycznie. Panuje podniosła cisza. Jeśli szukać naturalnego środowiska pokazywanych tu zwierząt, byłby to świat mitów i duchów.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej