Wszystko tu kusi oko. Te prace to wizualne pułapki. W Pawilonie nad Wisłą, w którym od tego roku organizuje wystawy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, łatwo dać się uwieść hipnotyzującym płótnom Wojciecha Fangora, wychodzącym w przestrzeń rysunkom wenezuelskiej artystki Gego, perpetuum mobile Abrahama Palatnika. Taki pokaz może się wydawać politycznie neutralny, z punktu widzenia muzeum – bezpieczny. Ale nie dajmy się zwieść pierwszemu wrażeniu.

Historię sztuki XX wieku spisano jako ciąg następujących po sobie kierunków, tendencji, „izmów”. Według ogólnie przyjętej narracji jej główny nurt toczył się w Europie Zachodniej, a po II wojnie światowej – w Stanach Zjednoczonych. Podobnie było z op-artem i sztuką kinetyczną. Za kluczowe uznaje się wystawy „Le Mouvement” w paryskiej galerii Denise René w 1955 r. oraz „The Responsive Eye” w nowojorskim Museum of Modern Art w 1965 r. Sztukę opartową skrytykowano wtedy za jej rzekomą powierzchowność.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej