Tę historię najlepiej zacząć od końca.

Pewna rodzina w pewnej miejscowości na północnym Mazowszu, porządkując mieszkanie po zmarłym krewnym, znalazła w szufladzie dwa srebrne noże. Były brudne, zaśniedziałe, owinięte w byle jaką szmatę. Przeleżały tak kilkadziesiąt lat. Krewni sprzedali je za bezcen kolekcjonerowi. Ten jednak zorientował się, że sztućce, choć niepozorne, nie są raczej zwykłymi antykami. I dzięki tej konstatacji zrobi być może interes życia. Jak potwierdził polski ekspert, noże są częścią niewidzianego od stulecia skarbu, który rozpalał wyobraźnię kolekcjonerów, złotników i pasjonatów arcydzieł sygnowanych nazwiskiem Fabergé.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej