Pięć premier. „Not great, not terrible” - tak, sięgając po cytat z serialu „Czarnobyl”, można by skwitować drugi sezon Starego Teatru po „dobrej zmianie”.

Przywołana kwestia pada tuż przed tym, gdy ekipa radzieckiej elektrowni jądrowej zda sobie sprawę z wybuchu reaktora. W Starym był to pierwszy sezon, kiedy po kuriozalnych eksperymentach artystycznych ludzi ministra Glińskiego sterowanie programem teatru przejęła rada artystyczna złożona z aktorów Starego, a wsparta przez pracujących w nim wcześniej reżyserów. Powołany wcześniej przez Glińskiego dyrektor Marek Mikos zajął się wyłącznie administrowaniem. Jakie porażki, a jakie sukcesy odniósł Stary zarządzany w tak nietypowy dla polskiego teatru sposób?

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej