Jędrzej Piaskowski, jeden z ciekawszych reżyserów młodego pokolenia, tworzy w „Jezusie” specyficzny, poetycki świat, w którym możliwe są dziwne spotkania. Ten świat emanuje osobliwą energią, przesyca go abstrakcyjny humor.

Nie jest to próba odzyskania postaci Chrystusa jako pewnego ideału etycznego, jak robił to choćby w swojej filozofii Lew Tołstoj, czy też figury Chrystusa – charyzmatycznego rewolucjonisty i skandalisty. Nie będzie tu Jezusa – geja ani Jezusa – uchodźcy.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej