A – Adaptacje. Nowa polska proza coraz częściej gości w teatrach. Twórcy sięgają po nią, bo daje do opowiedzenia historię, za czym coraz bardziej tęsknią – jak się okazuje – i reżyserzy, i widzowie. Dodatkowo na afiszu pojawia się wtedy znane nazwisko, co z kolei lubią dyrektorzy. W ostatnim czasie na scenę trafiali m.in. Szczepan Twardoch, Olga Tokarczuk i Marcin Wicha. W tym roku już dwa wystawienia – w krakowskim Teatrze im. J. Słowackiego („Wojna polsko-ruska...”) i w TR Warszawa („Inni ludzie”) - miała Dorota Masłowska.

B – Bytom. Tamtejszego, jedynego w Polsce Wydziału Teatru Tańca nie chce już Akademia Sztuk Teatralnych w Krakowie. Wydział ma przejść pod Akademię Muzyczną w Katowicach. Szkoda, bo przecież we współczesnym teatrze choreografia jest coraz ważniejsza, a performerzy mogli uczyć się w Bytomiu zarówno od tancerzy, jak i cenionych nazwisk teatru dramatycznego.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej