Może kwitnąć w Warszawie, ale też w Wałbrzychu czy Lublinie. Jest w nim miejsce na ciekawe odczytanie Jarosława Marka Rymkiewicza i feministkę Elenę Ferrante, na lesbijskie manifesty i na Czechowa, na poetycką, abstrakcyjną formę i na opowiadanie historii. Wymieniam dużo nazwisk, bo teatr to zawsze praca zespołowa i warto pamiętać nie tylko o reżyserkach i reżyserach, o aktorkach i aktorach, ale też o wielu innych artystach, bez których to, co oglądamy, nie byłoby takie dobre.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej