„Edyp w Kolonos” to dramat Sofoklesa z trylogii o tragicznym władcy – napisany jako ostatni, ale akcja rozgrywa się po „Królu Edypie” i przed „Antygoną”. Oślepiony Edyp, nieświadomy zabójca własnego ojca, po utracie korony wraca do Teb. Królestwo pogrążone jest w chaosie, a popularność zdobywa przebiegły Kreon.

Edyp/Wałęsa rozlicza się z legendą, a Kreon/Kaczyński nie radzi sobie z koroną

„Wałęsa w Kolonos” powstał w Nowej Hucie. Edyp/Wałęsa to najmocniejszy punkt spektaklu Teatru Łaźnia Nowa. Stuhr z siwym wąsem uprawia tu świetne aktorstwo imitacyjne w starym stylu, „robiąc Wałęsę” – z jego nawykami językowymi, naiwnie kabotyńską pyszałkowatością, ale też ze swoistym wdziękiem. Wódz „Solidarności” rozlicza się ze swoją legendą, z błędami i sukcesami. Kiedy patrzy się na kreację Stuhra, który sam w 1980 r. był bojowym liderem związkowym w Starym Teatrze i szefem teatralnej komisji „S” – można żałować, że to nie monodram. I szkoda, że tragiczny patos tak łatwo przechodzi tu w banał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej