Kogo oskarżyć o Marzec ’68? To pytanie stawia „Sprawiedliwość” Michała Zadary. Twórcy wybierają konwencję między teatrem dokumentu a kryminalnym śledztwem, a jednocześnie spektakl w Teatrze Powszechnym jest poniekąd edukacyjny.

Pomysł Zadary kojarzy się z twórczością Olivera Frljicia – opiera się na świadomej interwencji w rzeczywistość pozateatralną. „Wszystko, co robimy i mówimy w teatrze, jest fikcją” – powtarzali na wpół ironicznie aktorzy z „Klątwy” Frljicia.

Zadara zaczyna od napisu: „Wszystko w tym spektaklu jest prawdą”. Twórcy „Sprawiedliwości”, pracując z prawnikami i historykiem Danielem Przastkiem, próbowali przygotować... zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa – zbrodni przeciwko ludzkości.

Czy to nie za mocne słowo? To, że Marzec ’68 mógł wypełniać kryteria zbrodni przeciw ludzkości, Zadara i ekipa wywodzą z... ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Ta mówi bowiem, że zbrodnia taka nie musi wiązać się z ludobójstwem – są nią też „inne poważne prześladowania z powodu przynależności osób prześladowanych do określonej grupy narodowościowej, politycznej, społecznej, rasowej lub religijnej, jeżeli były dokonywane przez funkcjonariuszy publicznych albo przez nich inspirowane lub tolerowane”.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej