Rambo wiedzie spokojny żywot na ranczu w Arizonie. Ujeżdża konie, wspomina traumatyczne przeżycia wojenne, łyka lekarstwa. Gdy jednak Gabriela, nastoletnia wnuczka jego meksykańskiej służącej Marii, zostaje uprowadzona przez meksykański gang handlarzy żywym towarem, nie może siedzieć bezczynnie. Z wielu powodów: nie tylko dlatego, że traktował dziewczynę jak własną córkę, ale też – by dać wreszcie upust swoim długo tłumionym wojowniczym instynktom.

Pomysł w ogólnych zarysach przypomina „Uprowadzoną”, gdzie również próbowano zamienić w seksualną niewolnicę córkę (choć tym razem biologiczną) mężczyzny w słusznym wieku, ale posiadającego nadzwyczajne umiejętności bojowe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej