W 1991 r. robiłem wywiad z włoskim reżyserem Pupim Avatim. Po pięciu minutach rozmowy Avati powiedział: "Jest pan podobny do Sylvestra Stallone'a". Nie wiem, czy byłem podobny. Na pewno nie muskulaturą. Mam jednak do Stallone’a – aktora nad wyraz drewnianego, o mimice zaspanego hipopotama – trudno wytłumaczalną sympatię.

Ten nowojorczyk z włoskiej rodziny skończył w lipcu 73 lata. Na żywo zobaczyłem go na festiwalu w Wenecji w roku 1997, gdzie promował „Copland” Jamesa Mangolda.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej