W poszukiwaniu kolejnej gumy do żucia dla oczu trafiłem na Netflixie na serial „Easy”. Przez chwilę myślałem, że to taki „Seks w wielkim mieście”, tylko zamiast bankietów w drogich knajpach mamy Tindera, a zamiast szampana – antydepresanty. Ale nie, to coś zupełnie innego. Nie love story, nie komedia, nie fabularyzowany katalog sprzedaży wysyłkowej. Mamy do czynienia z serialem, który tak wiernie opowiada współczesne życie wielkomiejskiej klasy średniej, że chwilami można go wziąć za groteskę, gdyby nie to, że śmiech zamiera na ustach.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej