- Nie ma z nami Romana Polańskiego. Chętnie opowiemy o obsadzie, muzyce, naszych przygotowaniach do realizacji projektu. Nie będziemy komentować spraw, o których nie ma teraz potrzeby rozmawiać. To nie proces Romana, tylko festiwal sztuki – od takiego oświadczenia zaczął wenecką konferencję prasową „Oficera i szpiega” producent Luca Barbareschi. – Dziękuję Bogu, że pozwolił mi pracować z Romanem Polańskim – dodał.

To odpowiedź na kontrowersje, które towarzyszą weneckiej premierze filmu.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej