Pewnie słyszeli już państwo o nowym filmie, który we wrześniu ma wstrząsnąć polską polityką. A przynajmniej rządzącą partią. Reżyser, dawkując napięcie, ujawnia kolejne informacje o dziele i kontekście jego powstania. Media dają się wciągnąć w tę grę, podobnie politycy – łącznie z samym Kaczyńskim.

Film wydaje się skazany na sukces. Jego promocję – produkcja utrzymana w tajemnicy, informacje o premierze trafiające do mediów tuż przed wakacjami, wciągnięcie polityków w mimowolną reklamę – analizować będzie niejedna fachowa praca. Czy jednak film jest w stanie zmienić wynik wyborów?

Najpierw trzeba zrozumieć, na czym właściwie polega specyfika kina Vegi. Wszyscy wiedzą, że to reżyser, który się sprzedaje – kolejne filmy gromadziły publiczność liczoną w milionach. Vega nie jest oczywiście jedynym polskim filmowcem, któremu się to udaje. „Kler” miał 1,8 razy większą widownię niż najpopularniejsza do tej pory produkcja Vegi – 2,8 miliona widzów – „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”. A biorąc pod uwagę minione dwudziestolecie, wyprzedziło go jeszcze „Quo vadis” oraz druga i trzecia część „Listów do M.”.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej