Chucky urodą nie grzeszy: sterczące marchewkowe włosy, złośliwy grymas, pasiasty sweter pożyczony od Freddy'ego Kruegera (mordercy nastolatków z serii horrorów "Koszmar z ulicy Wiązów") i poczucie humoru, które doceniliby swobodni obyczajowo marynarze. To pewnie najbrzydsza zabawka na świecie. I najbardziej krwiożercza. Laleczka Chucky to dziś jedna z ikon kina grozy.

"Laleczka Chucky" nie ma dość

Historie o lalkach, które ożywają i mordują, były w latach 80. bardzo popularne. Cóż bowiem może być bardziej przerażającego niż zabawki otwierające w ciemnościach oczy i biegające na krótkich nóżkach z nożem w ręku? Wielu filmowców korzystało z tego pomysłu ("Władca lalek", "Lalki"), ale tylko Tom Holland i Don Mancini przekuli go w prawdziwy sukces. Wspólnie napisali scenariusz "Laleczki Chucky", a Holland, który w 1988 r. miał już na koncie "Postrach nocy" (opowieść o nastolatku, który odkrywa, że przystojny sąsiad jest wampirem), zasiadł na stołku reżyserskim.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej