– Nigdzie się nie wybieram, dopóki nie dostanę Oscara – powiedziała w jednym z wywiadów. Nie udało się. Sylvia Miles była nominowana do tej nagrody dwukrotnie, ale statuetki nigdy nie zabrała do domu. Po raz pierwszy na liście nominowanych znalazła się w 1970 r. Doceniono ją za drugoplanową rolę w filmie „Nocny kowboj” (1969), w którym zagrała u boku Dustina Hoffmana i Jona Voighta.

Na ekranie była przez sześć minut, to jednak wystarczyło, aby zwróciła na siebie uwagę krytyków i widzów. Wtedy przegrała z Goldie Hawn nagrodzoną za komedię „Kwiat kaktusa”. Sześć lat później Oscar dla najlepszej aktorki drugoplanowej – tym razem za rolę w filmie „Żegnaj laleczko” – znowu przeszedł jej koło nosa. Wygrała Lee Grant, która zagrała w „Szamponie”. 

Sylvia Miles lubiła prowokować

Miles zadebiutowała na ekranie w 1954 r., w jednym z odcinków serialu kryminalnego „Maska”. Potem były role w filmach „Murder, Inc.”, „Psychomania” i „Parrish”, ale dopiero w wieku 45 lat, dzięki występowi w „Nocnym kowboju”, stała się rozpoznawalna. Miała reputację wyzwolonej: przyjmowała role dojrzałych kobiet z apetytem na młodszych mężczyzn („Heat”) i w horrorach („Lunapark”). Promując „Heat”, w wieku 48 lat pozowała nago w otoczeniu roznegliżowanych młodych mężczyzn. Kiedy ją krytykowano, odpowiadała: – O co chodzi? Oni wszyscy są moimi przyjaciółmi!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej