Przeczytaj relacje Tadeusza Sobolewskiego z Cannes

Młoda para, prosto ze ślubu, robi sobie zdjęcia na tle czerwonych schodów festiwalowego kina, jakby to było miejsce uświęcone. Są dwa takie miejsca na świecie, gdzie uprawia się dawny kult kina: Cannes i Hollywood. W Cannes zachowała się jeszcze kinofilia z czasów Nowej Fali, wiara pokolenia '68, że kino odmienia świat, tworzy wspólnotę, otwiera „nowe horyzonty”.

Podczas gali finałowej gość festiwalu Michael Moore, któremu w 2004 r. za „Fahrenheit 9/11” – mówił, czego oczekujemy od kina dziś, „w mrocznych czasach”. W filmie Xaviera Dolana „Matthias i Maxime” – szkicowym, dość minoderyjnym portrecie trzydziestolatków, wspomina się tytuł innego kanadyjskiego filmu, który zrobił furorę w Cannes w 2003 r., a który pasuje do obecnych nastrojów. To „Inwazja barbarzyńców”, komedia Denisa Arcanda.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej