Codzienne relacje Tadeusza Sobolewskiego z Cannes na Wyborcza.pl

Widmo planetarnej katastrofy, ludzkości stojącej na krawędzi na co dzień towarzyszy naszemu myśleniu o historii, polityce, ekologii. Powraca w snach i w tytułach doniesień. Czegokolwiek się tknąć, wszędzie straszy widmo końca. Nawet dzieci bawią się dziś w koniec świata.     

Tilda Swinton, która występuje zarówno w filmie braci Ross, jak i u Jarmuscha, w canneńskim wywiadzie dla magazynu ”Les Inrockuptibles” mówi, że katastrofizm jest czymś zdrowym i potrzebnym. Jesteśmy ”zafascynowani reżyserią naszej zagłady”, chcemy wiedzieć, jak to będzie. Zamieniamy katastrofę w przypowieść. Potrzebujemy mitu, w którym jak w lustrze zobaczymy swój los. I kino daje ten mit.

Jim Jarmusch, począwszy od filmu ”Inaczej niż w raju” nagrodzonego w Cannes Złotą Kamerą w roku 1984, działa inaczej, przewrotnie, ustawiając się jakby poza kinem. Swój program określił kiedyś tak:  ”Chcę po prostu opowiadać historie, ale w inny, nieprzewidywalny sposób, bez manipulowania widzem, jak to jest zazwyczaj w kinie“.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej